PRAWO GRY część 1
Latanie samolotem wymaga czasu i pieniędzy. I nie ma znaczenia, czy bujasz w prawdziwych czy komputerowo wykreowanych obłokach. To kosztowne hobby, ale dające nieprawdopodobną frajdę.

- Dzień dobry Warszawa. Kłania się Centralwings 102. Poziom lotu 310 - Witek, na co dzień licealista, a tegoroczny maturzysta, mija granicę polsko - niemiecką. Pilotuje Boeinga 737 z 132 osobami na pokładzie. Leci z Hanoweru.
- Witam Centralwings 102 w kontakcie radarowym. Kontynuujcie jak w planie lotu - odpowiada Piotrek, teraz kontroler obszaru, odpowiadający za ruch samolotów nad Polską, a na co dzień lekarz.
Komuś, kto tej wymianie zdań przysłuchuje się z boku, z zamknietymi oczami, wydaje się, ze podsłuchuje rozmowę pilota i kontrolera. I to prawda. Z tą różnicą, że obaj panowie siedzą w swoich domach i dają się wciągnąć w świat lotniczej symulacji, która wypełnia każdą ich wolną chwilę.
Symulator lotniczy, niezależnie od tego, kto jest jego producentem ma za zadanie jak najwierniej odtworzyć realny świat. Na tyle wiernie, by ktoś, kto korzysta z tego programu miał przeswiadczenie, że szybuje w powietrzu prowadząc samolot, helikopter lub szybowiec. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez uruchomienia pokładów własnej wyobraźni. Ten program stwarza mi ramy do wyobrażenia sobie pewnych sytuacji - mówi jeden z wirtualnych pilotów - kreuje pewne wydarzenia, do których ja dopowiadam sobie reszte. Przykład?
Proszę. Kołuję w kierunku progu pasa 29 na warszawskim Okęciu. Widzę na ekranie mojego komputera panel ATR 72, ale mam wrażenie, że siedzę w maszynie ważącej kilkanaście ton, wypełnionej pasażerami, ich bagażem, przesyłkami, pocztą, paliwem. Zmieniąjąc funkcje w programie mogę zobaczyć, że moja maszyna rzeczywiście toczy się po drodze kołowania. Wyobraźnia dopowiada mi także , że właśnie teraz stewardessy kończą przedstawiać moim 52 pasażerom instrukcje ewakuacji. Tego symulator nie generuje. To po prostu widzę oczami wyobraźni - mówi Michał.
Mimo, że lotniczy symulator jest grą, to jej przepisy są jednymi z najbardziej skomplikowanych. Twórcy całkowicie zdali się na to, co przynosi prawdziwe lotnictwo. Lepiej bowiem nie wyważać otwartych drzwi i korzystać ze sprawdzonych wzorców. Przepisy i procedury zostały opracowane przez pilotów dla pilotów. W prawdziwym lataniu bowiem nie ma mowy o ich umyślnym łamaniu, a ich znajomość to sprawa życia i śmierci. Nieco inaczej przedstawia się świat bitów i bajtów. Wirtualne lotnictwo korzysta co prawda z prawdziwych lotniczych przykazań, zakazów i nakazów, ale sporo swobody pozostawia graczom. Niby generalną znajomość prawideł gry każdy z członków wirtualnych organizacji sygnuje własnym podpisem, jednakże czasami ich przestrzeganie pozostawia wiele do życzenia.
Niedawno w czasie dyżuru przytrafiła mi się następująca sytuacja. Maszyna wystartowała z Okęcia. Wydałem polecenie, by pilot skierował maszynę na punkt DEDOL - mówi Grzegorz, kontroler - Pilot nie reaguje. Ponawiam polecenie, a na ekranie radaru wyraźnie widzę, jak maszyna nie kieruje się na wskazany punkt. Pilot odpowiada, że nie rozumie instrukcji, bo jest ona nieczytelna, po czym nagle mały punkt na moim radarze zamiera. Stoi w miejscu. Trwa to jakąś chwilę, po czym punkt znów przesuwa się. Na szczęście we wskazaną stronę. Pilot musiał nacisnąć pauzę i zastanowić się, co zrobić, by polecieć tam, gdzie każe mu kontroler.
W świecie rzeczywistym nie ma pauzy. Pilot, zanim wzbije się w powietrze musi przyswoic teorię na tyle, by sytuacje taka jak opisana go nie zaskoczyły. W tej kwestii pomiędzy tym co prawdziwe a tym co wykreowane jest przepaść. W zasadzie każdy posiadacz symulatora lotów może próbować szczęścia zaraz po rozpakowaniu gry. Nie ma żadnych restrykcji które by tego zabraniały. Nie ma szkół czy egzaminów, dopusczających chętnych w wirtualne przestworza.
Tak więc od odpowiedzialności gracza-pilota zależy, czy poświęci sporo czasu na naukę teorii potrzebnej do tego, by po prostu nie przeszkadzać innym i czerpac frajdę z latania , czy też pójdzie na żywioł i jego przygoda z wirtualnym lotnictwem będzie krótka, aczkolwiek zapewne burzliwa.
W kwestii podejścia graczy do symulacji widać pewną prawidłowość: im uczestnik młodszy - tym bardziej niecierpliwy, niechetny wkuwaniu teorii czy ćwiczeniu lotniczego rzemiosła. Im starszy - tym chęć przejścia przez podręczniki większa, a tym samym teoretyczne przygotowanie kandydata do przebywania w wirtualnej przestrzeni lepsze.
Wspomniane zatrzymanie symulacji to jeden z najcięższych i najczęstszych grzechów popełnianych przez wirtualnych pilotów. Zabraniają tego wszystkie regulaminy. Błądzenie jest rzecza ludzką - nawet tu, w swiecie symulacji. Gorzej, gdy ma ono znamiona recydywy. Konsekwencją jest wówczas usunięcie danej osoby z grona komputerowych pilotów. Tym bardziej, że znaczna cześć wirtualnych pilotów traktuje swoje poczynania bardzo powaznie. Ale czy nie nazbyt poważnie? Dla mnie symulator to świetna zabawa. Nie podchodzę do niej z nadmierną atencją - mówi Piotrek, grafik. Dla mnie jest to sposób na spędzanie wolnego czasu. Wciągające jest to, że dotykasz po trochu prawdziwego świata. Ale nadmiar przepisów zabija zabawę. Przepisy lotnicze powinny być jak najbardziej stosowane, ale tylko w tych fragmentach, które można od razu przenieść na grunt wirtualny. To ma być przede wszystkim zabawa - dodaje Maciek.
